W kraju Kwitnącej Wiśni

Część pierwsza: wytłumacz Japończykowi co to autostop...

Poniedziałek: Wylądowaliśmy na lotnisku w Tokio, planowaliśmy podróżować przez miesiąc po Japonii autostopem, więc każdy z nas miał na cały swój dobytek upchnięty w plecaku podróżnym. Lądując w Tokio wiedzieliśmy już, że nasze zwiedzanie kraju Kwitnącej Wiśni zaczniemy od dotarcia do Shibuyę dzielnicę japońskiej mody i blichtru – w dużym skrócie wszystko w tamtejszych sklepach było poza naszym zasięgiem. Drugą dzielnicą jaką odwiedziliśmy była Akihabara, czyli dzielnicę gdzie na każdym kroku można spotkać postacie z anime, tak że czujesz się jak w jednym z tych animowanych seriali. W zasadzie w ten sposób zleciał nam dzień, więc zaczęliśmy poszukiwania noclegu... to nie było łatwe, nie udało nam się znaleźć żadnego hotelu kapsułowego, o których tak wiele pisze się w Europie, a jedyne wolne miejsca jakie nam oferowano były to hotele na godziny – noc w nich byłaby dla nas koszmarnie droga. Efekt był taki, że rozbiliśmy namiot w parku miejskim i na szczęście bez problemu dotrwaliśmy do rana.


 

Wtorek: Dalsze zwiedzanie Tokio zostawiamy na czas gdy będziemy już kończyć naszą podróż. Dziś postanowiliśmy ruszyć w drogę do Kioto. Mieliśmy d przejechania niecałe 400 km. Po szybkim śniadaniu, które składało się z japońskiej zupki instant i resztek polskiego chleba (rozstawaliśmy się z nim na miesiąc, bo pieczywo w Japonii ma astronomiczne ceny) ruszyliśmy środkami komunikacji miejskiej na obrzeża Tokio, do dzielnic, z których prowadzą drogi do Kioto. Stanęliśmy przy drodze i po 5 minutach zatrzymał się samochód: szok i niedowierzanie, w Europie to się nigdy nie zdarza. Bardzo sympatyczny Japończyk ucieszony, że choć jedno z nas trochę po japońsku mówi, opowiedział nam historię swojej rodzinnej miejscowości, nadrobił trasy by pokazać piękne widoki, a na koniec ogromnie przepraszał, że nie może nas zawieźć do Kioto, ale jutro musi wstać rano do pracy. Podczas rozmowy okazało się, że nie zna słowa autostop! Choć istnieje ono w języku japońskim, w tym kraju nikt autostopem nie jeździ (prawdopodobnie dlatego, że każdy ma nowy samochód prosto z salonu). Ta podróż zrobiła się jeszcze ciekawsza. Nie pozwolił nam jednak wysiąść na najbliższej stacji benzynowej, zawiózł nas do swojego domu, gdzie jego bardzo sympatyczna żona Saiko przygotowała nam posiłek – domowa kuchnia japońska to niebo w gębie! Poczęstowała sake, a na koniec zaoferowała nocleg, cóż skorzystaliśmy – w końcu Kioto nie ucieknie. 

 

 

Odsłony: 862

Nasze ostatnie podróże

Poznaj z nami inne kultury